09 Bogdan Konopka
Pracownia: PEJZAŻ WEWNĘTRZNY
(od fotografii wielkoformatowej do pikseli)
Na stałe mieszkający w Paryżu.
Od października 2009r. wykładowca WSFoto – przylatuje na zajęcia co dwa miesiące.
fot.M.Mikołajczyk
.
PEJZAŻ WEWNĘTRZNY
Pejzaż jest przede wszystkim zjawiskiem wewnętrznym, a jego inkarnacja objawia sie w obrazie fotograficznym za pomocą oka, które wychwyciło podobieństwa, wibracje czy nawet tożsamości ; pomiędzy tym co w nas i tym co na zewnątrz. Sa to często rzeczy nieuświadomione dopóki nie zdamy sobie sprawy z faktu, że fotografia to nic innego jak nieustanna autopsychoanaliza w relacji ze światem i to na wielu rożnych poziomach. Fotografia jest cierpliwa i milcząca niczym oswiecony mnich. Jeśli twórca potrafi wsłuchac sie w milczenie i przebić się przez ciszę, to być może objawią mu się jakieś dźwięki ; by nie rzec muzyka jego własnej duszy. I nie jawi się ona poprzez słowo lecz poprzez wibracje emanujące nie tyle z ciszy co z niedopowiedzenia. Trochę tak, jakbym dostał kilka nut a usłyszał symfonię.
Bogdan Konopka, Paryż 01.04.2009.
.
CIAŁO ODZIANE CIENIEM (fragment)
…Mistrz Leonardo da Vinci pozostawił w swoich zapiskach zdanie, któro od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju: ciało odziane cieniem. Światło jest wszakże siłą sprawczą fotografii ale jednocześnie potrafi ją zniszczyć. W otchłani nocy pod nieobecność światła wszystko jest cieniem bo nic nie posiada cienia. Z nadejściem brzasku ciała mozolnie wynurzają się z mroku; ujawniają najpierw swe kontury pozostawiając w domysłach skąpane w szarówce kształty i barwy. Między brzaskiem a świtem światło zda się spływać na ziemię pionowo niczym rozpylony, srebrny, kosmiczny pył. Kiedy zapieje pierwszy kogut to znak, iż rzeczy wynurzą się spod wspólnego płaszcza nocy nieśmiało przybierając swoje kształty dzienne oraz przynależne im odzienie – czyli unikalny, osobisty cień dzienny. Wszystko powtórzy się o zmierzchu, tyle że w odwrotnym kierunku i już bez udziału koguta. Taki jest naturalny koniec i początek fotografii. Bo fotografia w elementarnym sensie nie oznacza pisania światłem ale cieniem właśnie – cieniem, który to światło określa. Jest jeszcze jeden cień, który wspóltworzy fotografie: cień jej autora i jego czasu. Jeśli te cienie są zharmonizowane, właściwie wyważone może się narodzić to co Walter Benjamin nazwal aurą. Roland Barthes z kolei operował pojęciem chambre claire co osobiście tlumaczę jako przeciwieństwo ciemni, czyli jasnię . Bowiem fotograf przeprowadza swe obrazy przez ciemność ku jaśni. I to tutaj okazuje się czy „ciało odziane cieniem” udało się przekuć w dzieło sztuki. Czasami zdarza się, że tak…
Bogdan Konopka, Łódź 13.05.2005.
.
.
.

